– Polacy to sojusznicy brytyjskiego rządu, którym zależy, by system socjalny Wielkiej Brytanii doceniał pracę, a nie rozdawał zasiłki tym, którzy pracować nie chcą – mówi Daniel Kawczynski, doradca premiera Dawida Camerona ds. imigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej.

Daniel Kawczyński jest jedynym urodzonym w Polsce posłem, który po ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii zasiądzie w Izbie Gmin. W wyborach do brytyjskiego parlamentu startował z ramienia Partii Konserwatywnej. Ten 43-letni polityk od 2014 roku pełni funkcję doradcy premiera Davida Camerona do spraw Środkowej i Wschodniej Europy oraz Wschodnioeuropejczyków żyjących w Wielkiej Brytanii. Kawczynski urodził się w Warszawie; w Wielkiej Brytanii mieszka od 1972 roku.

Marzena Kozłowska: Czy imigranci z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polacy, to tak duży problem dla Wielkiej Brytanii, że premier David Cameron potrzebuje specjalnego doradcy w ich sprawie?

Daniel Kawczynski: W Wielkiej Brytanii żyje blisko milion Polaków, pracują tutaj, płacą podatki i są bardzo ważni dla naszego kraju. Premier Cameron chce im pokazać, że szanujemy ich, ich sprawy są dla brytyjskiego rządu ważne i chcemy sprawić, aby czuli się tutaj mile widziani.

M.K.: Jednak ostatnie propozycje Camerona są postrzegane przez wiele osób, nie tylko w Polsce, jako wymierzone w imigrantów.

D.K.: Istnieją obawy związane z tym, że duży napływ imigrantów do Wielkiej Brytanii prowadzi do wzrostu popularności partii takich jak UKIP (Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa), które postulują wyjście naszego kraju z Unii Europejskiej. Moim zdaniem w interesie Wielkiej Brytanii jest jednak pozostanie w UE, a tym samym w sferze swobodnego przepływu osób. Poza Wielką Brytanią, w pozostałych krajach UE, żyją około dwa miliony Brytyjczyków. Chcemy to podkreślić i uświadomić Brytyjczykom. Chcemy im powiedzieć, że rozumiemy ich obawy dotyczące napływu imigrantów, ale nie można zapominać, że dwa miliony naszych obywateli zdecydowało się opuścić Wielką Brytanię i pracować w innych krajach UE.

M.K.: Nie zmienia to jednak faktu, że jednocześnie brytyjski rząd chce ograniczyć napływ imigrantów, do tego sprowadzają się propozycje premiera Camerona.

D.K.: Są różne punkty widzenia na tę kwestię. Jeden to taki, że bardzo wiele osób z krajów Europy Środkowej i Wschodniej przyjechało do Wielkiej Brytanii w krótkim okresie czasu. Są takie miejsca jak na przykład Boston, w hrabstwie Lincolnshire, gdzie jest niezwykle duża liczba Polaków. Polacy mają bardzo dobre relacje z Brytyjczykami, ale nagły przyjazd jakiejkolwiek mniejszości do małej miejscowości typu Boston, może się wiązać z różnymi komplikacjami, chociażby pewnym obciążeniem dla lokalnych szkół i szpitali. Jeśli nagle tak wielu obcokrajowców przyjeżdża do twojego kraju, a ty zwyczajnie nie ma masz wystarczającej liczby szkół, szpitali, to całkiem normalne, że pojawiają się obawy. Wystarczy wyobrazić sobie podobna sytuację w którymś z polskich miast.

Obecnie nas rząd zamierza zmienić reguły, tak by imigranci musieli poczekać, popracować w naszym kraju, zanim będą mogli skorzystać z zapomóg. Polacy dosłownie w paru procentach żyją wyłącznie na zasiłkach, to mniej niż jakakolwiek inna mniejszość, dlatego nie powinni się tych zmian obawiać. Wręcz odwrotnie, ja w Polakach widzę konserwatywnych sojuszników, którym zależy, by nasz system doceniał pracę, a nie rozdawał zasiłki tym, którzy pracować nie chcą.Oczywiście, że rząd Wielkiej Brytanii uznaje swobodny przepływ osób za ważną wartość. Staramy się wytłumaczyć naszym obywatelom, że należy cały czas mieć na uwadze, że także spora grupa Brytyjczyków migruje do innych krajów Unii. Tłumaczymy im też, że większość osób, które przybywają do Wielkiej Brytanii, przybywają tu po to, by pracować i płacić podatki, a nie wykorzystywać nasz system socjalny.

M.K.: Premier Cameron w przeszłości miał bardziej wyrozumiałe podejście do imigrantów. Czy obecne zaostrzenie stanowiska to nie odpowiedź na sukcesy antyimigranckiej UKIP, zarówno wyborach do PE jak i w wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii?

D.K.: Sukces UKIP był możliwy tylko dlatego, że jest wielu ludzi w tym kraju, którzy mają obawy dotyczące imigracji. Premier Cameron zapowiada zmiany nie w reakcji na sukces UKIP, ale właśnie w reakcji na te obawy Brytyjczyków. To, że UKIP dostaje około 15 proc. w sondażach poparcia, oznacza, że Brytyjczycy są po prostu zmartwieni i zaniepokojeni niekontrolowaną skalą imigracji.

Premier próbuje powiedzieć Brytyjczykom, że rozumie ich obawy. Mamy też obowiązek, by wyjaśniać brytyjskim obywatelom, że wielu imigrantów przyjeżdża do naszego kraju, aby wnosić wkład do naszych społeczności lokalnych. Jednak z drugiej strony nie możemy ignorować niepokoju wielu Brytyjczyków, jeśli chodzi o imigrację.

M.K.: Ale może to nie imigranci są problemem, ale zbyt hojny i podatny na nadużycia brytyjski system socjalny.

D.K.: To nieprawda, że imigranci są kozłem ofiarnym, na którego zrzuca się całe zło i obarcza winą za wszystkie nieprawidłowości dotyczące funkcjonowania brytyjskiego systemu socjalnego. Priorytetem dla tego systemu są lokalne społeczności. W Wielkiej Brytanii żyje wielu ludzi, którzy latami czekają na dom, mieszkanie socjalne i nie mogą go otrzymać. To zrozumiałe, że czują się zaniepokojeni, gdy widzą obcokrajowców, którzy dostają te mieszkania, podczas gdy oni w dalszym ciągu czekają.

Polska w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii nie ma problemu z falą imigracji. Macie zupełnie inny kłopot wynikający z zasady wolnego przepływu osób – zbyt wielu utalentowanych, wykształconych Polaków wyjeżdża za granicę. W naszym przypadku ogromna liczba ludzi przyjeżdża do nas z całego świata; to naturalnie będzie sprawiało, że Brytyjczycy będą chcieli na temat dyskutować.

M.K.: Jak Polacy są generalnie postrzegani w Wielkiej Brytanii?

D.K.: Brytyjczycy postrzegają Polaków w korzystnym świetle. Mają bardzo dobre doświadczenia z nimi jako ze swoimi sąsiadami, przyjaciółmi, współpracownikami. Generalnie mają bardzo pozytywne nastawienie do Polaków i Polski.

Premier Cameron chce po prostu odpowiedzieć na obawy Brytyjczyków dotyczące ogromnej liczby imigrantów, którzy przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii. Normalnie, w ramach swobody przepływu osób powinno być tak, że podobna liczba ludzi przyjeżdża i wyjeżdża z danego kraju. Ale obecnie mamy inną sytuację, to Wielka Brytania stała się celem dla wielu emigrantów.

W przeszłości tego nie było i dlatego to musi budzić niepokój. Nie mój osobiście, ponieważ ja rozumiem i doceniam, że długoterminowo kraje Europy Środkowej i Wschodniej będą coraz silniejsze gospodarczo, standard życia w nich będzie się poprawiał i pewnego dnia, możliwe, że za naszego życia, być może Brytyjczycy będą chcieli osiedlać się i pracować w Polsce. W tym momencie jest jednak inaczej i dlatego premier Cameron próbuje renegocjować niektóre aspekty członkostwa naszego kraju w UE.

M.K.: Ale plany premiera Camerona nie podobają się nie tylko w Polsce. Wiele krajów Europy Zachodniej, w tym Niemcy i kanclerz Angela Merkel, mówią, że swobodny przepływ osób to podstawa UE i nie da się tego negocjować.

D.K.: Tak, też myślę, że będzie bardzo trudno to zmienić, ale należy to doprecyzować. Także Polska ma swoje interesy, o które zabiega w UE, jak np. kwestie związane z wydobyciem węgla. Podobnie Wielka Brytania, my też mamy swój punkt widzenia i sprawy, które chcielibyśmy zmienić.

Sądzę, że polskie media nie powinny nadmiernie podkreślać dystansu pomiędzy Wielką Brytania i Polską. Jako politycy mamy obowiązek reprezentować interesy naszych obywateli i wyborców w UE oraz negocjować korzystne zmiany dla wspólnoty. Mamy prawo to robić, podobnie jak Polska ma prawo reprezentować w UE interesy swoich obywateli.

Każdy kraj ma różne kwestie, które próbuje wprowadzić w UE w życie z uwzględnieniem narodowej perspektywy. UE musi zrozumieć i zaakceptować, że kraje członkowskie będą próbowały podnosić kwestie, które budzą wątpliwości i obawy niektórych mieszkańców innych obszarów UE. Jako politycy musimy słuchać naszych wyborców i brać pod uwagę troski, które zgłaszają. Na tym polega demokracja.

M.K.: Czy błędem było otwarcie brytyjskiego rynku pracy w 2004 roku dla krajów przystępujących wtedy do UE, w tym Polski?

D.K.: Rząd Partii Pracy zdecydował otworzyć brytyjskie granice dla wszystkich pracowników. Tylko trzy kraje to zrobiły. To oczywiście spowodowało ogromny napływ imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej do Wielkiej Brytanii. A powinno być tak, że wszystkie kraje powinny były w równym stopniu otworzyć swoje granice dla pracowników z nowych państw Unii. Swobodny przepływ osób jest dobra rzeczą, jeśli mamy do czynienia z prawdziwie wolnym, swobodnym przemieszczaniem się ludzi. Natomiast jeśli ludzie przemieszczają się w jednym tylko kierunku, do jednego kraju, to musi spowodować trudności, niestabilność a nawet potencjalne zadrażnienia.

Koncepcja swobodnego przepływu powinna być przedyskutowana. Trzeba przemyśleć to, jak zapewnić, by z jednej strony ludzie mieli możliwość przemieszczania się w granicach UE w sposób wolny, ale z drugiej strony, by nie powodowało to nadmiernego obciążenia dla jednego tylko kraju, do którego przybywa znacznie więcej imigrantów niż do pozostałych. Taka zmiana będzie również dobra dla Polski. Wielu polskich utalentowanych obywateli opuszcza dziś swój kraj, by pracować w Wielkiej Brytanii. Skąd weźmiecie później tych wszystkich architektów, lekarzy, specjalistów, których wasz kraj potrzebuje, by się rozwijać?

Swobodny przepływ osób powinien służyć równomiernemu rozwojowi wszystkich państw europejskich. Obecnie tak się nie dzieje. Wielka Brytania jest mniejszym krajem niż Polska i nagły przyjazd tak wielu osób tworzy presję na nasz kraj.Rząd premiera Camerona naszym zdaniem przedstawia lepszą ofertę dotyczącą imigrantów niż robi to UKIP. Lepszą dla Wielkiej Brytanii, Polaków i Unii Europejskiej. Chcemy zrobić wszystko, co możliwe, by przekonać Brytyjczyków, że pracownicy z krajów Europy Środkowej i Wschodniej robią w naszym kraju wiele dobrego, ciężko pracują i studiują, wnosząc wkład do naszych społeczności, co doceniamy. To także, jest powód dla którego premier Cameron poprosił mnie, bym zaangażował się w pracę z polską społecznością.

Rozmawiała: Marzena Kozłowska, PAP

Wywiad przeprowadzony przez Marzenę Kozłowską ukazał się 12 maja 2015 roku na RadioStar.net.