Justyna Sroka: Jest Pan powszechnie znany jako brytyjski polityk polskiego pochodzenia. Czy mógłby Pan powiedzieć o sobie coś więcej – kim jest Daniel Kawczynski?

Daniel Kawczynski: jako małe dziecko (6 lat) wraz ze swoją mamą przyjechałem na Wyspy Brytyjskie. Uczyłem się w angielskiej szkole, w domu mówiąc przeważnie po angielsku, posiadając angielskich kolegów. Nigdy nie zapomniałem jednak języka polskiego, czytając polskie książki, odwiedzając Polskę, rozmawiając z moją mamą, a także pisząc listy do mojego dziadka. Na studia wyjechałem do Szkocji, gdzie ukończyłem wydział biznesu i lingwistyki na Stirling University. To właśnie w środowisku akademickim poznałem wielu moich szkockich i polskich przyjaciół, z którymi utrzymuję relacje do dzisiaj.

Zawsze interesowałem się i pociągała mnie polityka, ale nie chciałem, by od samego początku wypełniła moje życie zawodowe. Pragnąłem udowodnić sobie i moim bliskim, że potrafię stworzyć rzetelne finansowe fundamenty dla swojej rodziny. Po ponad dziesięciu latach pracy w firmie telekomunikacyjnej zdecydowałem się kandydować na stanowisko posła do brytyjskiego parlamentu z regionu Shrewsbury i Atcham, z którym jestem bardzo blisko związany. W 2005 r. zostałem po raz pierwszy brytyjskim członkiem Parlamentu. Od tego czasu zaangażowałem się w wiele inicjatyw, m.in. zostając przewodniczącym Grupy Parlamentarnej ds. Arabii Saudyjskiej. Przez wiele lat współpracy z tym państwem nawiązaliśmy trwałe relacje, opierające się m.in. na regularnych wizytach i współpracy ekonomicznej.

Niedawno zostałem również wybrany jako przewodniczący Grupy ds. Polski. Chciałbym, by polski głos był poważniej traktowany na Wyspach, z dwóch powodów: Polski – jako jednego z naszych kluczowych partnerów w Europie, a także znacznej ilości Polaków na Wyspach. Już w następnym miesiącu w polskiej ambasadzie organizujemy spotkanie ambasadora Witolda Sobkowa z brytyjskimi posłami. Następnie chciałbym, aby delegacja brytyjskich posłów odwiedziła Polskę – poznała się z lokalnymi politykami, porozmawiała o budowaniu silniejszych więzi.

Polacy powinni wiedzieć, że mają swojego przedstawiciela, dzięki któremu mogą mieć bezpośredni kontakt z premierem Zjednoczonego Królestwa. Zostałem mianowany specjalnym doradcą Davida Camerona ds. Europy Centralnej i Wschodniej. Jednym z moich najważniejszych zadań jest ukazanie, że budowanie trwałej współpracy pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem jest dla nas wszystkich potrzebne i korzystne.

Przyjechał Pan do Wielkiej Brytanii jako chłopiec. A co pamięta Pan z Polski?

Wyjeżdżając z Polski byłem bardzo mały, ale pamiętam moje rodzinne wyjazdy do Międzyzdrojów. Jednym z moich marzeń jest odwiedzenie tamtych okolic i porównanie, jak wiele się zmieniło. Szczególnie chciałbym zobaczyć Krynicę Morską.

Pamiętam, gdy chodziłem do cukierni Blikle, smak pączków której wspominam do dzisiaj. Będąc w Warszawie w zeszłym miesiącu odwiedziłem tę legendarną kawiarnię na ul. Nowy Świat, która ożywiła moje wspomnienia z dzieciństwa. Miałem także zaszczyt poznać prof. Andrzeja Blikle, którego zachęcałem do eksportu swoich znakomitych wyrobów do Wielkiej Brytanii.

W Polsce jest wiele miejsc, które noszę w swoim sercu, takich jak Zakopane czy Warszawa. Do stolicy przylatuję częściej, bo mieszka tutaj moja ukochana babcia. Spotkania z nią są zawsze dla mnie czymś wyjątkowym, bo przywołują wiele wspomnień z mojego dzieciństwa. Jako nastolatek przyjeżdżałem też do Polski na Akademię Wychowania Fizycznego, na specjalne zajęcia organizowane dla emigrantów polskiego pochodzenia. Uczyliśmy się szermierki i tańca ludowego. W 1988 r. miałem nawet wywiad dla polskiej telewizji. Akademia się bardzo obawiała, że powiem coś przeciwko systemowi, bo wszyscy znali moje antykomunistyczne poglądy.

Mam nadzieję też, że przy następnej wizycie w Polsce, będę mógł odwiedzić perłę polskich gór – Zakopane i wybrać się na spacer po swoich ulubionych Krupówkach. Niedawno miałem okazję wziąć udział w Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdrój, która przez tyle lat mojej nieobecności zmieniła się nie do poznania.

Ma Pan typowo brzmiące polskie nazwisko. Czy stanowiło to dla Pana jakąś przeszkodą w karierze?

Daniel Kawczynski jest obecnie doradcą premiera Camerona ds. Europy Środkowej i Wschodniej.  Fot. daniel4shrewsbury.co.uk

„Kawczyński” nie było nazwiskiem łatwo wymawialnym, czy zapamiętywanym przez Brytyjczyków. Za młodu radzono mi, by je zmienić, abym mógł się łatwiej zasymilować. Obiecałem jednak swojemu dziadkowi Romanowi, wielkiemu polskiemu patriocie, iż nigdy go nie zmienię, ponieważ jest to nasze nazwisko rodowe, z którego jestem dumny. Gdy pierwszy raz kandydowałem do Parlamentu, pewien ważny działacz z mojej partii zasugerował mi jego zmianę, by mieć większą szansę elekcji. Odmówiłem.

Ciężką pracą dla swojej lokalnej społeczności udowodniłem, że warto na mnie zagłosować. Dzisiaj z uśmiechem wspominam tych, którzy we mnie nie wierzyli. Po tym zdarzeniu moje nazwisko nie jest już żadnym problemem w mojej karierze, a wydaje się wręcz atutem – łączę brytyjskość z polskością, czyli jedną z najbardziej zasłużonych narodowości dla Wielkiej Brytanii. Dzisiaj w Shrewsbury nawet najmniejsze dzieci witają mnie poprawnie wymawiając „Hello Mr Kawczynski”.

Polacy są raczej rozpolitykowani – czy tu w Wielkiej Brytanii spotyka Pan innych działaczy polskiego pochodzenia lub Polaków?

Na przestrzeni lat spotkałem wielu wartościowych liderów polonijnych. Efekty współpracy można było dostrzec choćby przy okazji debaty w brytyjskim parlamencie, którą przygotowałem wraz z organizacją Polish Professionals. Doceniam różnorodność polskich stowarzyszeń. To pokazuje chęć rozsądnego i dojrzałego dialogu Polaków z Brytyjczykami, w poszanowaniu kultury i tradycji Zjednoczonego Królestwo. Wielokrotnie miałem okazję spotkać zasłużonych członków Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, m.in. Marzenę Schejbal, prezes Armii Krajowej. Byłem pod szczególnym wrażeniem akcji profrekwencyjnej wielu polskich organizacji i polskiej ambasady, która przyczyniła się do zwiększenia uczestnictwa Polaków w wyborach. Prawie trzy razy więcej Polaków w Zjednoczonym Królestwie poszło do urn porównując z rokiem 2009.

Nie można również zapominać początków polskiej emigracji. To przede wszystkim powojenni kombatanci oraz Rząd na Uchodźstwie. Dzięki moim polskim korzeniom mam możliwość spotykać tych zasłużonych ludzi. Chciałbym, aby wszyscy pamiętali, że dziś współpraca z Brytyjczykami to nie tylko konsekwencja przymusu masowej emigracji czy kontynuacja sentymentów. Obecnie ta współpraca wynika z żywotnych interesów obu narodów. Jestem przekonany, że warto, by cała polska imigracja brała w tym swój czynny udział, dla naszego wspólnego dobra.

Jako obiektywny obserwator muszę powiedzieć, że młoda polska emigracja trochę okrzepła. Dziś stereotypowymi towarami polskich emigrantów nie są już tylko „Polish Plumbers”, jaką to łatkę lubiła Polakom przyszywać BBC. Coraz częściej można zauważyć przeciętnych Brytyjczyków robiących zakupy w „Polski Sklep” czy chwalących swojego polskiego doktora. Natomiast przy takiej skali imigracji, która według oficjalnych statystyk oscyluje w liczbie 700 tysięcy, to polskich działaczy i organizacji jest wciąż niewiele. Mało w porównaniu do innych aktywnych mniejszości, które odniosły w tym kraju sukces i dziś nie muszą się martwić o swój status społeczny.

Szczególnie chciałbym pochwalić Brytyjsko-Polską Izbę Handlową, która ma znaczny wpływ na handel pomiędzy naszymi krajami. Polskie cydry zaczynają swój eksport na Wyspy, a angielskie firmy coraz chętniej inwestują w Polsce. W każdym Tesco czy Sainsbury’s znaleźć można imponującą sekcję polskich produktów. Znana jest mi działalność Polish Psychologists Association, a także British Polish Law Association, która zrzesza angielskich prawników polskiego pochodzenia. Życzę powodzenia tym wszystkim grupom, bo właśnie cegiełka po cegiełce, organizacja po organizacji, buduje się swoje wpływy. Chciałbym, aby kwalifikacje i umiejętności Polaków na Wyspach przysłużyły się do ich sukcesu, a tym samym wzmacniania polsko-brytyjskich długotrwałych biznesowych, naukowych i społecznych więzi.

Wielka Brytania to kraj wielkiej różnorodności. Czy sądzi Pan, że to szansa, czy zagrożenie?

Różnorodność była zawsze jedną z ważnych składowych potęgi Wielkiej Brytanii. Kultura i tradycje walijskie, szkockie, irlandzkie i angielskie wzajemnie się przenikają, tworząc Zjednoczone Królestwo. Warto dodać znaczące wpływy z byłych brytyjskich kolonii, np. Indii oraz potężną falę emigracyjną polskich kombatantów po II wojnie światowej. Tej różnorodności kulturowej możemy także zasmakować poprzez kulinaria – mamy tutaj prawie nieograniczoną możliwość poznawania dań typowych dla całego świata.

Na tej różnorodności Wielka Brytania zyskuje, widać to szczególnie w statystykach dotyczących imigrantów z obszaru ekonomicznego Unii Europejskiej. Według statystyk UCL właśnie ci imigranci wpłacają do budżetu poprzez podatki – o ponad 30 proc. więcej niż pobierają w świadczeniach i zasiłkach. Do tego trzeba dodać ilość kupowanych przez nich brytyjskich produktów, czy dziesiątki tysięcy zakładanych firm. To właśnie na tym tle szczególnie trzeba pochwalić Polaków, którzy założyli w Zjednoczonym Królestwie ponad 23 tys. własnych przedsiębiorstw. To jeden z dowodów, dla którego polska imigracja jest prawdziwym skarbem dla Wysp.

Jeśli mówimy o zagrożeniach związanych z imigracją, to z pewnością mogą one istnieć. Warto tutaj poruszyć temat tzw. „benefit tourists” albo „health tourists”, którzy przyjeżdżają ze względu na rozbudowany od wieków system pomocy socjalnej z efektywną służbą zdrowia. Ci ludzie, często nie chcąc pracować lub studiować, przynoszą złą opinię wszystkim imigrantom, wytwarzając negatywne stereotypy. Dlatego rząd Zjednoczonego Królestwa musi się upewnić, iż przyjeżdżający na Wyspy będą chcieli wnosić swój wysiłek i zaangażowanie do tego systemu. Zawsze powtarzam – różnorodność oferuje wiele przywilejów, ale także i obowiązków.

Czy sądzi Pan, że już jutro Wielka Brytania podzieli się na zawsze w wyniku referendum?

Nie chce mi się wierzyć, że historia naszego wspólnego dziedzictwa mogłaby się zakończyć. Szkocja ma piękną własną kulturę i tradycję, która nierozłącznie spleciona jest z Wielką Brytanią. Te organy współpracując ze sobą są po prostu silniejsze. Bardzo dobrze rozumiem zamiłowanie Szkotów, Polaków czy innych narodów do niepodległości i wolności. Ale prawdziwa niepodległość to właśnie silna waluta jaką jest funt lub złotówka oraz możliwość bycia graczem na arenie międzynarodowej. Gdy Polska i Litwa tworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów, stworzyły one prawdziwe mocarstwo. Wierzę, że Szkocja pozostanie częścią Zjednoczonego Królestwa, a Szkoci i Polacy w Szkocji zagłosują na „nie”. Gdyby zagłosowano na „tak”, wiązałoby się to z nieodwracalnym w skutkach ogromnym ryzykiem. To nasza spuścizna, o którą musimy zadbać. Zjednoczone Królestwo to jedność – to rodzina.

Wywiad przeprowadziła Justyna Sroka z Emito.net 17 września 2014 r.